Bez wątpienia najważniejszym punktem na naszej dzisiejszej trasie był jeden z MOR-ów (Miejsce Obsługi Rowerzystów), które są rozmieszczone przy Green Velo co kilkanaście kilometrów. Wiata, ławeczki, kosze na śmieci, stojaki na rowery – niby nic, a uratowało nam dziś skórę przed niezłą kąpielą!
Nim jednak przejdziemy do dramatycznych wydarzeń okolic południa… nieco sielskiej atmosfery małego miasteczka. 🙂 Zaczęliśmy dzień dość późno (około 10-tej), gdyż od rana padał deszcz. Mimo to, Tykocin o tej porze zdawał się dopiero budzić. Mieliśmy kilka turystycznych zaległości z dnia poprzedniego, więc od początku zaczęliśmy je nadrabiać. Zwiedziliśmy już rynek z pomnikiem hetmana Stefana Czarnieckiego, zamek na drugim brzegu Narwii, a w dawnym alumnacie (przytułek dla weteranów – prawdopodobnie najstarszy państwowy dom opieki, gdyż łożył na niego starosta), zamienionym na restuarację, zdążyliśmy wczoraj zjeść nawet obiadokolację. Pozostały kościół Św. Trójcy oraz dawne synagoga i klasztor. Kościół typu bazylikowego zrobił na nas duże wrażenie okazałą elewacją frontową (nawet pomimo tego, że jest w remoncie) oraz późnobarokowym wnętrzem (trochę podobnym do kolegiaty w Łasku). Synagoga, w której znajduje się teraz muzeum, była niestety nieczynna: poniedziałek – nie pozwiedzasz. Historyczny Zespół Klasztorny Bernardynów to obecnie Dom Pomocy Społecznej prowadzony przez Caritas, więc zwiedzanie zakończyło się na bramie. Mimo wszystko, pożegnaliśmy się z Tykocinem pełni pozytywnych wrażeń. Zaiste słusznie jest nazywany „Kazimierzem Dolnym Podlasia” – ma coś z atmosfery nadwiślańskiej perły architektury.
Ruszyliśmy w drogę do Białegostoku. Po drodze dosłownie otarliśmy się o Narwiański Park Narodowy, jednak nie możemy powiedzieć, że go zwiedziliśmy. Na rowerach zresztą byłoby to trudne, gdyż mieliśmy przedsmak tego, co czeka chcących odkryć tajemnice „polskiej Amazonki” – morze szuwarów oraz niezliczone meandry i koryta Narwi, która na odcinku objętym ochroną parku jest europejskim ewenementem. Być może kiedyś tu jeszcze wrócimy i popłyniemy na spotkanie przygody kajakiem lub tratwą.
Oddalając się już od parku narodowego, około południa, zapragnęliśmy drugiego śniadania. Z oddali wyłonił się wkrótce jeden z MOR-ów, wiec postanowiliśmy, że zjemy kulturalnie, siedząc na ławeczce i łapiąc przy okazji trochę oddechu. Wtem jakby znikąd nadeszła czarna chmura (od rana wiał dość silny wiatr) i zaczęła „wylewać” na ziemie takie masy wody, ze ostatni raz na rowerach zostaliśmy potraktowani w taki sposób dwa lata temu w okolicy Słowińskiego Parku Narodowego. Tym razem jednak schowaliśmy się po prostu pod daszek i z dwójką innych rowerzystów, którzy zdążyli tuż przed deszczem, po prostu przeczekaliśmy oberwanie chmury (dobrych kilkadziesiąt minut!). W końcu na niebie pokazało się odrobinę błękitu, a deszcz przestał padać. Suchutcy i wdzięczni za natchnienie „z góry” co do miejsca na popas, ruszyliśmy w dalszą drogę, spotykając kilku rowerzystów, którym najwyraźniej nie udało schować się przed deszczem na czas…
Do Białegostoku było już naprawdę niedaleko. Mimo nadal straszących ciemnych chmur postanowiliśmy zajechać jeszcze po drodze do Choroszczy i zwiedzić tamtejsze Muzeum Wnętrz Pałacowych w dawnej letniej rezydencji Branickich. Nic z tego – poniedziałek. 🙁 Strzeliliśmy pamiątkową fotkę i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Na szczęście deszczowe chmury były łaskawe przez całą pozostałą drogę nie kropić już wodą. Białystok powitał nas zaś siecią naprawdę przyzwoitych ścieżek rowerowych, które zawiodły nas do ścisłego centrum miasta przed pałac Branickich i na rynek Kościuszki. Po obiedzie w rynku, zdążyliśmy jeszcze, podążając za tłumem „młodzieży patriotycznej”, podjechać pod pomnik „Żołnierzom Armii Krajowej” i wziąć udział w oficjalnych, lokalnych obchodach rocznicy wybuchu powstania warszawskiego w godzinie 'W’. Potem udaliśmy się od razu na nocleg. Na dokładne zwiedzanie Białegostoku będzie jeszcze sporo czasu, gdyż jutro robimy przerwę od jazdy (od pisania pewnie też). Zamierzamy po prostu zregenerować trochę sił przed kolejną częścią naszej wyprawy.
Total time: 05:47:26



















