Wzgórze nr 126

Carski Trakt – ŁOŚstrożnie, ale na wysokim biegu!

To był naprawdę piękny dzień! Chociaż jazda rowerem zaczęła się dziś od kapcia, to przy bardzo słonecznej pogodzie pokonaliśmy niezwykle malowniczy odcinek trasy, jadąc dobrym tempem i przejeżdżając jak dotąd najwiekszą liczbę kilometrów w ciagu jednego dnia rajdu. A Tykocin do którego dotarliśmy na nocleg okazał się prawdziwą wisienką na torcie!

Dzień rozpoczęliśmy Mszą Święta w kościele p.w. św. Agnieszki w Goniądzu. Potem zgodnie z planem, tuż po godzinie 9-tej, zapakowaliśmy sakwy na rowery i po ujechaniu kilku pierwszych metrów… niespodzianka! Rower Michała postanowił złapać w nocy kapcia w tylnej oponie. Awaria była o tyle sprytna, że nie ujawniła się poprzedniego dnia (mała dziurka w dętce, wypuszczająca bardzo powoli powietrze), ale tuż po dociśnięciu roweru pełnym ładunkiem (łącznie z szacownym zadkiem właściciela) obręcz dotykała podłoża bez dwóch zdań. Próbowaliśmy podpompować i zobaczyć, ile przejedziemy, ale dętka nie trzymała już ciśnienia, więc decyzja mogła być tylko jedna – zmieniamy.

Po obsłudze technicznej roweru, pełni nadziei, że to ostatni taki problem na dzisiejszej trasie, ruszyliśmy w stronę Twierdzy Osowiec. W sumie nie robiliśmy sobie wielkich nadziei na zwiedzanie, zważywszy na ambitny plan jazdy, ale to, co usłyszeliśmy w informacji turystycznej i tak nas zaskoczyło: „Następne zwiedzanie we wtorek o 9:00…” (najlepiej zachowane obiekty twierdzy znajdują sie na terenie czynnej jednostki wojskowej – zwiedzanie w takim miejscu, to nie taka prosta sprawa!). No cóż… Ruszyliśmy dalej w drogę. 😉

Z Osowca Twierdzy na południe biegnie szosa, która jest częścią historycznej Carskiej Drogi – na odcinku stąd do Strękowej Góry zwana jest ona rownież Carskim Traktem. Historycznie służyła do transportu zaopatrzenia i ruchów wojsk na zapleczu twierdz na granicach carskiej Rosji (Polska była wtedy niestety rozdarta miedzy zaborców). Dziś jest dobrze utrzymaną drogą lokalną (asfalt „nówka-nieśmigany”!), ktorą bardzo upodobały sobie… łosie. Przy trasie pełno jest żartobliwych zachęt dla kierowców, by zwolnić i uważać na te nawet 400-kilogramowe zwierzaki. Prócz tego po drodze tylko las i od czasu do czasu odbitka w prawo na wieżę widokową lub kładkę na podmokłe biebrzańskie łąki. Dla nas bomba – wrzuciliśmy „trójkę” na przedniej przerzutce i heja!

W Strękowej Górze przekroczyliśmy Narew i zostawiliśmy Carski Trakt oraz Biebrzę, którą do tej pory cały czas mieliśmy po prawej stronie. Jednocześnie zaczęliśmy szukać miejsca pamięci związanego z bitwą pod Wizną. Jakież było nasze zdziwienie, gdy znaleźliśmy na mapie oddalone o  5 km w stronę Wizny miejsce o nazwie Góra Strękowa… i uświadomiliśmy sobie, że to tam chcemy jechać. 10 km ekstra do zaplanowanej trasy to jest to, co misie lubią najbardziej zwłaszcza w połowie upalnego dnia. Szybko oceniliśmy nasze siły i zgodnie uznaliśmy, że damy radę. Po krótkiej jeździe nieprzyjemną drogą krajową 65, dotarliśmy na miejsce – wzgórze nr 126 według wojskowej nomenklatury z września 1939 roku.

W tym miejscu stał schron obserwacyjno-bojowy kapitana Władysława Raginisa, który w dniach 7 – 10 września 1939 stoczył wraz z podległymi sobie 360 żołnierzami SGO „Narew” bitwę z XIX korpusem pancernym słynnego Heinza Guderiana w obronie okolicznych przepraw przez narwiańskie i biebrzańskie bagna. Obrosła ona wspaniałym mitem bohaterstwa polskich żołnierzy i została nawet nazwana „polskimi Termopilami” ze względu na ogromną dysproporcję sił (Niemcy mieli na tym odcinku do dyspozycji około 42 tys. żołnierzy(!), czołgi oraz wsparcie lotnictwa i ciężkiej artylerii; Polacy – betonowe schrony bojowe, trochę broni maszynowej i… 6 dział polowych), ale przede wszystkim bohaterską postawę samego dowódcy odcinka. Gdy Niemcy dopiero w trzecim dniu walk zdołali w końcu kolejno wyizolować pojedyncze schrony i zneutralizować ich obrońców, kpt. Raginis w obliczu ultimatum hitlerowców (zagrozili, że rozstrzelają schwytanych wcześniej do niewoli Polaków, jeśli jego bunkier się nie podda) nakazał swoim żołnierzom złożyć broń, a sam po ich wyjściu do niewoli rozerwał się granatem. Przed bitwą złożył przysięgę, że nie opuści pozycji bez rozkazu. Komunikacja została przecięta, rozkaz odwrotu nie dotarł, kapitan Raginis pozycji nie opuścił… Niemcy ciała jego oraz zastępcy dowódcy odcinka – porucznika Stanisława Brykalskiego, który złożył przysięgę razem z Raginisem i zginął wcześniej w walce – pochowali w bezimiennym grobie. Przez długie lata podejrzewano, ze jest to mogiła u podnóża Góry Strękowej, ale potwierdzono to dopiero w 2011 roku. Szczątki obu bohaterów zostały przeniesione do nowego, imiennego już grobu w miejscu gdzie stał schron obserwacyjny (wysadzony po wojnie) – tam można im w końcu oddawać należny hołd. Cześć ich pamięci!

Nieco zamyśleni ze Strękowej Góry wyruszyliśmy w dalszą drogę z powrotem na wschód. Kierunek – Tykocin. Po kilkunastu kilometrach dobrej drogi (Green Velo, naprzemiennie asfalt i szuter), z Narwią u lewego boku, dotarliśmy do tego ważnego historycznie miasteczka. Dziś wspomnimy tylko, że dobra tykocińskie za swe wojenne zasługi otrzymał od sejmu hetman Stefan Czarniecki („Jam nie z soli, ani roli, jeno z tego co mnie boli…”). Jego XVIII-wieczny pomnik należy do najstarszych polskich pomników wzniesionych na miejskim placu, poświęconych postaci nie będacej hierarchą kościelnym lub koronowanym władcą… Jutro zamierzamy jeszcze przed ruszeniem w dalszą drogę zwiedzić Tykocin nieco dokładniej, dlatego na dziś… tyle o Tykocinie. 🙂

Jutro kierunek Białystok… 😉

 

 

Total distance: 78.22 km
Total time: 08:41:17